Arjano Navi Team - Rzeszów
II runda Turystycznych Mistrzostw Polski - rajd "Pływadło '2005"odbywa się w Kędzierzynie - Koźlu. Skąd taka nazwa rajdu, dlaczego "pływadło" - zastanawiamy się. Przed wyjazdem z Rzeszowa buszujemy po internecie, próbując rozwiązać zagadkę nazwy. I oto co mamy: samochodowy rajd turystyczny został połączony ze spływem pływadeł po Odrze. "Pływadła" to cykliczna impreza integrująca społeczności lokalne i narodowości wokół rzeki Odry. Głównym celem jest promocja Odry jako rzeki integracji europejskiej.
Wyjeżdżamy w dwie załogi do Kędzierzyna o 7 rano, chcemy uciec przed upałem. Jadą z nami swoim czarnym matizem Magda i Marcin. Na stronie internetowej prezydent Kędzierzyna-Koźla przestrzega przed grożącymi nam w sobotę i niedzielę upałami. Ma być ok. 33 stopni. Na razie mamy rześki poranek, po drodze zatrzymujemy się w skałkach niedaleko Krakowa. Wspinamy się na szczyt i podziwiamy widoki. Podejmujemy decyzję, że chcemy takich więcej i postanawiamy skręcić ku Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Droga bardzo malownicza, co chwilę z lasu wynurzają się białe, wapienne skały, jakieś maczugi, bramy i iglice. Dojeżdżamy do zamku w Pieskowej Skale. Wdrapujemy się na szczyt wzniesienia, słońce zaczyna palić pełną mocą. Zwiedzamy muzeum zamkowe, gdzie oglądamy piękne meble, intarsjowane kredensy i szafy, obrazy, ceramikę oraz rzeźby. Duże wrażenie robią na nas także stare, kute przez kowala drzwi. Zaopatrzone w skomplikowany system rygli, prowadnic i zasuw stanowią system antywłamaniowy sprzed wieków...
Marzy nam się mała, czarna kawa. Udajemy się więc ku zamkowej kawiarni. Wewnątrz czas zatrzymał się na "późnym Gierku". Rokokowe wnętrza zamku stoją w mocnej sprzeczności z "nowoczesnym" obiektem gastronomicznym na dziedzińcu. Mijamy jakieś niezainteresowane nami hoże dziewczę przystrojone w folkowy strój z rejonów Krakowa i Nowej Huty. To kelnerka! Mimo wieloletniego doświadczenia w branży nie posiada zdolności przywabiania gości, uciekamy zatem na taras widokowy. Zamek widać jak na dłoni, pięknie ukształtowane angielskie ogrody, wystrzyżony żywopłot, resztki fosy zarośniętej rzęsą. Rezygnujemy z kawy, fundusze musimy zatrzymać na rajd, a wypicie tu małej filiżanki ostro mogłoby nadwyrężyć budżet załóg. Schodzimy w dół doliny, ku parkingowi. W przydrożnej knajpce posilamy się i koimy zmysły czarnym, mocnym napojem.
Ruszamy dalej, opuszczamy Jurę i kierujemy się ku autostradzie. Nawigacja przez Śląsk, krótki przejazd płytami odziedziczonymi po przywódcy III Rzeszy pod Gliwicami i na koniec chwila wytchnienia - nowy fragment A4. Za moment odbijamy jednak ku Ujazdowi i za kilkanaście minut meldujemy się pod hotelem Lech w Kędzierzynie. Jesteśmy pierwszymi załogami, szybko i sprawnie zostajemy przyjęci i otrzymujemy klucze do pokojów.
Teraz szybkie odświeżenie i rzeszowska ekipa udaje się na zwiedzanie. Zaczynamy od Koźla, snujemy się po rozpalonym, pustym rynku, oglądamy zegar słoneczny, fontannę. Leniwie spacerujemy tu i ówdzie dochodząc ostatecznie do pozostałości po zamku kozielskim z XVI w i baszty muzeum. Upał jest nie do wytrzymania. Postanawiamy uciec nad Odrę i wziąć udział w imprezach Pływadeł. Wybieramy Przewóz, miejscowość w okolicy Dziergowic, gdzie pływadła zatrzymają się na noc. Krótka nawigacja po drogach miedzy polami, zadziwiająco duża ilość zakrętów pod kątem prostym. Czyżby drogę projektowano miedzami? Dojeżdżamy wg mapy do mostu na Odrze. Tu czeka nas niespodzianka, mostu tu nigdy nie było, ale za to jest punkt obozowy Pływadeł. Niestety, znajdujemy się po drugiej stronie rzeki. Centrum imprezowe jest na brzegu prawym. Na naszym przygrywa jakaś disco-polo-folk kapela, stoi samotny konny zaprzęg, kilku strażaków i bar piwny. Decydujemy, że skoro nie możemy brodem przejechać naszymi amfibiami na drugą stronę, nie pozostaje nam nic innego jak objechać kawał świata i dotrzeć przez Bierawę na most. "Rzeki dzielą, Odra łączy" - hasło związane z imprezą jest dla nas trochę nieadekwatne, przynajmniej jeżeli chodzi o aspekt komunikacyjno-drogowy. :-) W końcu docieramy gdzie trzeba, próbujemy raciborskiego piwa, które jednak nie zostanie naszym ulubionym. Słuchamy o niebo lepszych kapel "prawobrzeżnych", przyglądamy się konstrukcjom pływadeł, posilamy się, odpoczywamy nad wodą. Sam Bronisław Piróg, pomysłodawca imprezy częstuje nas ciastkami, krótko rozmawiamy na temat idei spływu, rajdu i wspólnego jutrzejszego finału w Kędzierzynie. Wieczorem wracamy do hotelu. Jutro start!
| powrót do strony głównej | dalej |